

Świat zaciska zęby, liczy kolejne dni Nie chce już map,
gdzie czerwienieje pył Na klatce schodowej matka liczy kroki
Dziecko pyta cicho, czy to już koniec nocy
Ktoś za ekranem wciska zimny rozkaz
Byle coś trafić, byle raport posłać
A domy nie są celem,
domy mają imiona
Na stole stygnie chleb,
za oknem pęka droga
Ile jeszcze flag przykryje czyjeś ręce
Ile pustych krzeseł nazwą koniecznością
Świat już nie chce słuchać huku jako prawdy
Świat chce oddać jutro zwykłym głosom
Dość już ognia
nad głowami
Dość już krwi na rękach map
Niech ten świat podniesie rany
Zanim znów pomyli strzał
Dość już dział i dronów w chmurach
Byle trafić, byle spaść
W radiu mówią liczby,
ktoś poprawia krawat
Na granicy plecak waży więcej niż kraj
Lekarz śpi na krześle,
bo korytarz pełny
Każdy oddech tutaj jest jak mały znak
Ktoś odpala działo, nie widząc twarzy
A kurz zapisuje to,
czego brak
Kto liczy zyski, kiedy płonie szkoła Kto myje dłonie w języku rozkazów
Na paskach lecą hasła,
lecz nie ma twarzy Tylko dym w płucach i numery magazynów Zmęczony
świat
nie prosi o pomnik Prosi o ciszę bez kolejnych wystrzałów
Nie pytaj dzieci, po której są stronie
One chcą zasnąć bez liczenia ścian
Nie pytaj ziemi,
czyja
jest po burzy
Ona przyjmie wszystkich tak samo
Nie ma zwycięstwa w oknie bez szyby Nie ma honoru w pomylonym
celu
Jeśli rozkaz nie widzi człowieka
Niech człowiek zatrzyma rozkaz
Dość już ognia nad głowami Dość już krwi na rękach map Niech
ten świat podniesie rany Zanim znów pomyli strzał Dość już dział i
dronów w chmurach Niech człowiek zobaczy twarz
Niech wrócą imiona do domów
Niech jutro nie budzi się krwią