

U babci Netflix cicho grał,
a robot pod kanapą spał.
Babcia pytała czat o rosół,
dziadek — o sprawy swego losu.
I takie ciepło w domu było,
gdy Wi-Fi wszystkich nas łączyło.
Babcia kochała nas nad życie,
a czat znał bajki znakomicie.
O, wróćcie, lata dwudzieste,
gdy taki ludzki był nasz świat.
Człowiek układał własny prompt,
a całą resztę robił czat.
Za ścianą tata w pracy tkwił,
lecz przecież stale z nami był.
Mama zatrzymywała czas,
wołając: „Uśmiech! Jeszcze raz!”.
A gdy ktoś smutną minę miał,
to czat mu nowy uśmiech dał.
Jak dobrze było w naszym gronie,
każdy we własnym telefonie.
O, wróćcie, lata dwudzieste,
gdy taki ludzki był nasz świat.
Człowiek układał własny prompt,
a całą resztę robił czat.
Czat mylił liczby, kraje,
daty,
jak wuj na imieninach taty.
Lecz miał cierpliwość, słuchał nas,
zawsze dla wszystkich znalazł czas.
I nikt nie myślał:
„To nie moje”,
gdy czat układał mu przeboje.
Z serca się wtedy pieśni brały,
prompt był mój własny.
Prawie cały.
Dziś młodzi wszystko
chcą mieć gotowe,
maszynom oddać własną głowę.
Myśmy umieli trud docenić
— trzy razy trzeba było zmienić
ton odpowiedzi,
długość zdań…
I nieraz człowiek aż do rana
sam pisał:
„Jeszcze raz.
Źle robisz.
Ma być od serca.
Czy rozumiesz?”.
O, wróćcie, lata dwudzieste,
gdy taki ludzki był nasz świat.
Człowiek układał własny prompt,
a całą resztę robił czat.
Dobre.
Tylko dodaj więcej duszy.
I dopisz, że dzisiejsza młodzież już nic nie rozumie.