

Odeszłaś na otchłani pustkę,
Podążyłaś za wezwaniem.
Na krańcu świata
otworzyłaś rajską furtkę
Bo nowe dostałaś
zadanie.
Na brzegu morza
Zapaliłaś swą pochodnię ciemną,
By nikt Cię już nie szukał,
Przytrzymasz palec przy swych ustach,
Żeby nikogo już nie słuchać.
Nie jesteś już na wyciągnięcie dłoni
I nie wskrzeszasz mnie swym głosem,
Gdy spływa po mej ziemskiej skroni
Kolejna kropla troski.
Już nie podnosisz mnie na duchu
I nie mówisz że kłopoty,
to tylko marna garstka puchu,
a całe zło to śmieszne psoty.
Zamknełaś za sobą furty życia,
Odrzucasz nasze ziemskie szepty,
Bym zniknął w Twoich zmysłach
już na zawsze i na całe wieki...
Wierzę że
to nie koniec
że spotkamy się na Twym brzegu
i że kiedyś od twej pochodni,
zapalę swą
pochodnię ciemną
Poprowadzisz mnie za rękę
tak jak dziecko w nieznany świat
I pogładzisz mnie po głowie
mówiąc że
zaczynamy nasz nowy wspólny czas I gdybyś kiedyś
usłyszała to zdanie
To błagam Cię ze wszystkich sił,
Zerknij na to moje wezwanie
i pomóż..., Abym z Twą pomocą nadal żył...
Abym z Twą pomocą tutaj żył...
Mamo...